O podkarpaciu

Logowanie

Nie masz jeszcze konta?

Strona główna

Wydarzenia


Lipiec 2017
Nd Pn Wt Śr Cz Pt So
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031

Nowe firmy

Reklama

Ankieta

Jak oceniasz serwis www.podkarpacie.info?

Święta u Wawryszczuków

  » Strona główna / Święta u Wawryszczuków


Święta u Wawryszczuków

 

Tak się zdarzyło, że Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy z żoną poza domem. Zamarzyła nam się zima, prawdziwa taka, przyginająca ciężarem bieli gałęzie świerków. Zamarzył się głos sygnaturki kościółka zagubionego wśród pól, szybki dźwięczny, brzmiący całkiem inaczej niż majestatyczne dzwony miejskich świątyń.

 

Wybraliśmy Bieszczady zwabieni renomą domu Danki i Leszka Wawryszczuków znanego z gościnności i świetnej kuchni. Na Zamłyniu…a gdzież to Zamłynie? Ano 5 km od Ustrzyk Dolnych, dalej to już tylko las i granica. Taksówkarz wysadził nas na łuku szosy i wskazał ręką boczną drogę. – Dalej nie pojadę, bo bym się zakopał, ale to już niedaleko. – A słuszność była po jego stronie. Brniemy więc w kopnym śniegu kawałek drogi. U jej kresu dom. Migający świątecznym wystrojem, zanurzony w błękitnoróżowej poświacie późnego popołudnia. Ostatnie błyski słońca iskrzą się na policzkach śniegowego bałwana. I cisza. Cisza skupiona uroczysta, zupełnie obojętna na krótkie „hau, hau”
stróża podwórka.

 

Wigilijna wieczerza przy wspólnym rodzinnym stole tętni życiem i radością.
Świątecznie zaadoptowani w mig poznajemy całą rodzinę gospodarzy- ich samych, pięcioro dzieci i maleńką wnuczkę. Po opłatku pochłaniamy uginający się stół. Wszystko, co wydały okoliczne pola lasy i stawy przetworzone zostało w domowej kuchni Danusi na niezliczoną ilość specjałów mile łechcących węch i podniebienie. Słodka kutia, kilka rodzajów pierogów, barszcz, jakiego dotąd nie jadłem i racuchy z gryczanej mąki. No i ryby przyrządzone na kilka znanych jedynie gospodyni sposobów. Choć podobno apetyt rośnie w miarę jedzenia, to jego możliwości są jednak ograniczone. Za to długo w noc płynęły kolędy- błogie, rzewne i słodsze niż kutia.

 

Dobrze już dniało, gdy wybraliśmy się na świąteczne nabożeństwo. Kiedy ja tak ostatnio szedłem do kościoła? Przez błękitne wzgórza, wyżej i wyżej krętym zygzakiem wydeptanej w śniegu ścieżki, tak wąskiej, że dwóch ludzi się nie wyminie. Muszą przystanąć, choćby słowo pozdrowienia zamienić.
Zimno. W dawnej drewnianej cerkiewce jeno kilkadziesiąt obłoczków pary się unosi. Ale gdy huknęło „Bóg się rodzi”, rozgrzały się serca, a las odpowiedział dziesięciokrotnym echem.

 

Bieszczadzkie cerkiewki. Dla waszej urody zaryzykowałem grypę, kiedy po świętach ruszyłem na szlak wśród mokrego topniejącego śniegu. Pierwsza była ta w Hoszowie. Zwarta, na planie greckiego krzyża, przykryta ośmiopołaciową kopułą wspartą na wysokim tamburze. Jej szlachetna forma to efekt głębokich architektonicznych przemyśleń i poszukiwań zmierzających do ukształtowania tzw. stylu narodowego właściwego dla kultury ukraińskiej. Podobną architektoniczna syntezę właściwą dla polskich tradycji stworzył nieco wcześniej Stanisław Witkiewicz. I biegną moje myśli w głąb czasu, ku twórcy „stylu zakopiańskiego”, do wspaniałych dokonań artystów z kręgu „Warsztatów Krakowskich”.

 

Polacy, Ukraińcy, te same ożywiały nas idee, nurtowały podobne marzenia i niepokoje… Wokół nieliczne zniszczone nagrobki ręcznie kute w piaskowcu. Odgarniam śnieg i z trudem czytam zatarte imiona: Iwan, Jur, Praksewa.
Odmawiam „Zdrowaś Maria” i szepczę „Hospodyn pomyłuj”. Na moim szlaku kolejne cerkwie, ta w Hoszówku i ta w Równi, stareńka przysadzista, niczym wiekowa ale krzepka babina, wrośnięta we własne podwórko. Wróciłem do domu w przemoczonych butach i tylko danusina nalewka pozwoliła mi przezwycieżyć trudy dnia.
Później był jeszcze wyjazd do Sanoka z wieczornym spacerem po uroczej starówce oraz wizytą w miejskim muzeum, gdzie sąsiadują ze sobą jakże odmienne światy- przepiękna kolekcja dawnych ikon i największy zbiór obrazów Zdzisława Beksińskiego. Był też sylwestrowy bal w wiejskiej świetlicy w Jałowem. O drżyjcie bale wielkich miast.. Tak wspaniała zabawa w gronie zżytych z sobą, tworzących jedną społeczność ludzi zdarzyła mi się bodaj po raz pierwszy.
Wyjeżdżaliśmy pełni miłych wrażeń, żegnani serdecznością gospodarzy.

 

Danusia Wawryszczukowa specjalną księgę prowadzi pełną pięknych wpisów
odwiedzających gości. Przyznaję ze skruchą, iż mimo przypomnień nie zostawiłem tam swego śladu. Czynię to teraz:
„Szli anieli w bieli przez połoniny.
Szukali weseli Bożej Dzieciny.
Gdzie na końcu świata
Wawryszczuków chata
zasiedli za stołem,
zaśpiewali społem.
Hej kolęda, kolęda”.
                                               

 

 Krzysztof Reczek


                                                     

Ostatnia modyfikacja: 2007-04-12

Galeria zdjęć

Aktualnie nie ma dodanych żadnych zdjęć.
Copyright 2003 - 2006 © Podkarpacie.info