O podkarpaciu

Logowanie

Nie masz jeszcze konta?

Strona główna

Wydarzenia


Lipiec 2017
Nd Pn Wt Śr Cz Pt So
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031

Nowe firmy

Reklama

Ankieta

Jak oceniasz serwis www.podkarpacie.info?

Lustra Teatru Wielkiego we Lwowie

  » Strona główna / Lustra Teatru Wielkiego we Lwowie


Lustra Teatru Wielkiego we Lwowie

 

Dziękuję ci Panie, że stworzyłeś świat piękny i różny
a jeśli to twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze i bez wybaczenia.
                                                                                         Zbigniew Herbert

 

Za oknem noc przysłoniła świat swoim płaszczem. Może nie była taka piękna jak ta u Wergiliusza ale pachniała moją małą ojczyzną. Sub nocte? myśli wybiegają w przeszłość, która jak pisał Norwid jest dziś tylko cokolwiek dalej. Dziś, za przyczyną obejrzanego reportażu, drogami wypełnionymi na poboczach rozpierzchniętymi krzyżami jak małobarwnym ptactwem, ruszyłem do Lwowa do Teatru Wielkiego. Gmach ten, imponujący w swej renesansowo-barokowej ekspresji, jest uważany za jeden z piękniejszych w Europie.
 

 

Pamiętam, że przesiadując w sali luster, która na człowieku robi duże wrażenie, dostrzegłem mężczyznę zapatrzonego w jedno zwierciadło. Zaciekawiony podszedłem zapytać, czy dobrze się czuje. Popatrzył na mnie zdziwiony. W końcu przemówił i okazało się, że to Anglik. Po raz pierwszy ucieszyła mnie umiejętność posługiwania się jego ojczystym językiem. Przyjechał zwiedzać kraj swojej babci, która mieszkała na kresach. Zamyślił się a ja mu przeszkodziłem, ale się nie gniewał. Patrzyłem na niego i przypomniały mi się słowa z przemówienia Tadeusza Pawlikowskiego dotyczące tego budynku: „Przyszedłem tu...pracować dla sztuki w ogóle, dla sztuki polskiej w szczególności! Świadomy jestem w całej pełni znaczenia jakie ma sztuka dla naszego narodu. Miasto Lwów ofiarnością swoją na zbudowanie tego gmachu dowiodło, że rozumie ze swobody autonomicznej wynikające, a daleko poza rogatki miasta i poza granice tej monarchii sięgające, obowiązki. Toteż jeżeli ambicją moją będzie, aby obecnie scena lwowska była najlepszą narodową sceną, to pragnę tego nie tylko dla Lwowa.... ale niemniej drogim mi będzie odbłysk pracy mojej w Krakowie, w Poznaniu, a nade wszystko w Warszawie.....Sztuka ma oprócz innych i zadania socjalne. Ja do tego przemówienia dodałbym, że jeszcze łączy ludzi różnych narodowości, czyni ich choć przez chwilę braćmi.

 

Usiedliśmy i usłyszałem, że genius loci? terenów, które wspominała mu babcia, to Bieszczady, które już zdążył zwiedzić. Przeszedł wszystkie szczyty, dotknął krzyża na Tarnicy, bo ona wpajała mu słowa Jana Pawła II: Recreation and tourism can give us the experience of being freed from material wories, and allow us to understand that work  is  a means not a goal?. Miał świetną babcię, pomyślałem. Kontynuował dalej, że zanim wybrał się w drogę, czytał dużo przewodników o Bieszczadzkim Parku Narodowym. Cytował: The status of international attraction stems most of all from the presence of natura ecosystems of the Carpathian primeval forest with sizeable populations of large herbivorous and carnivorous mammals as well as birds-of-prey. Another unique feature is the subalpine meadow zone with interesting East-Carpathian plants and sites of occurrence of rare alpine invertebrate species".
 

 

Pytałem go, czy zgadza się z tym, co przeczytał. Stanowczo kiwnął głową na tak. Bardzo mu się podobało. Żałuje tylko, że nie spotkał niedźwiedzia, bo dla niego to Miles intrepidus? tych gór. Czytał, że: The Bieszczady mountains ale currently the most important refuge of the Brown bear In Poland". Znam Bieszczady bardzo dobrze, powiedziałem. Często spaceruję po tych szczytach i też nigdy nie widziałem niedźwiedzia, choć za bardzo się tym nie martwię, dodałem uśmiechając się. Na Podkarpaciu jest jeszcze wiele innych ciekawych miejsc wartych zobaczenia, a nie koniecznie tak rozgłoszonych w przewodnikach, uzupełniłem. Zauważyłem błysk w jego oczach, to skłoniła mnie do opowieści.
 

 

Mieszkam w powiecie lubaczowskim, zacząłem. Gdzie spojrzysz dostrzeżesz wiele kamiennych kapliczek i figur, najczęściej krzyży, które tulą się do krzewów, traw i drzew, opowiadając swoje historie. Spotykamy je na cmentarzach, w głębi lasu, na rozstajach dróg lub innych odosobnionych miejscach. Są znakiem tożsamości cywilizacyjno-kulturowej, przydrożnym świadkiem zdarzeń, niemym obserwatorem przemarszów wojsk, konduktów pogrzebowych. Żegnały wyruszających na wojnę, za chlebem i witają szczęśliwie powracających do rodzinnych stron, tak jak pana. Jednym zdaniem, to chwilowi towarzysze doli i niedoli mijających ich wędrowców. Przeważnie są to, powtarzając za Iłłakiewiczówną krzyże oślepłe od płaczu.
 

 

Prawie wszystkie powstały w znanym kiedyś ośrodku kamieniarskim w Bruśnie. Typowy wyrób, to krzyż z postacią Chrystusa lub pasyjka z ukrzyżowanym Jezusem. Bruśnieńskie kamieniarstwo ostatecznie upadło po 1947 roku, kiedy to wysiedlono większość mieszkańców. Po tym wszystkim pozostała jedynie historia, bo nawet nie ma wsi Brusno Stare, która po opuszczeniu przez ludzi, zarosła lasem. Jeżeli zapuścimy się w jego gęstwinę, ujrzymy otulony płaszczem ciszy, uśpiony cmentarz, greckokatolicki świadek świetności kamieniarstwa tych okolic. Stanowi on galerię nagrobnej sztuki. Zachwyca kunsztem.
 

 

Niedaleko koło Werchraty w lesie znajduje się grupa marglisto-wapiennych głazów o różnej wielkości. Jeden z nich ma szczególne rozmiary. Jego długość wynosi około 10 m, szerokość prawie 5 m a grubość 2 m. Starsi ludzie nazywają ten monolit Diabelskim Kamieniem. Objęty jest ochroną jako pomnik przyrody. Moja babcia opowiadała mi legendę z nim związaną. To diabeł lecąc z nim, by zrzucić go na pobliski monastyr, upuścił właśnie w to miejsce, ponieważ był za ciężki i nie potrafił sobie z nim poradzić.
 

 

Najciekawsze jednak, jak dla mnie i chyba dla większości mężczyzn, są żelbetonowe schrony bojowe, które stanowią pozostałości radzieckich umocnień z czasów II wojny światowej. Wystarczy zapatrzeć się w pola lub zapuścić w las. Ich potężne mury z daleka kuszą oczy turystów. Przyciągają do siebie, zapraszając w swoje ciemne wnętrza. Szeptają tajemnice i chronią po swoimi skrzydłami szczątki obrońców. Pogruchotane mury dają lekcję historii związaną z tymi terenami i Polską. Stanowią część fortyfikacji zwanej Linią Mołotowa. Oprócz schronów, widać jeszcze wyraźne ślady rowów przeciwczołgowych i transzei.
 

 

Nox erat et placidum carpebant fessa soporem? a ja wspominałem moją rozmowę z angielskim turystą, w którym płynęła polska krew. Siedział i słuchał. Nie gubił ani jednego słowa. Każde z troskliwością wklejał do swojego notatnika. Fakt, w jego wykonaniu, to znaczy zapisane po angielsku, emanowało zimnem, bo przecież nie ma to jak język słowiański.

 

Paweł Zaborniak

Ostatnia modyfikacja: 2007-04-12
Copyright 2003 - 2006 © Podkarpacie.info