O podkarpaciu

Logowanie

Nie masz jeszcze konta?

Strona główna

Wydarzenia


Marzec 2017
Nd Pn Wt Śr Cz Pt So
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031

Nowe firmy

Reklama

Ankieta

Jak oceniasz serwis www.podkarpacie.info?

Fantasmagoryczna kraina

  » Strona główna / Fantasmagoryczna kraina


Fantasmagoryczna kraina
widziana oczyma dwu nieopierzonych turystek

 

 

Wreszcie upragniona druga połowa lipca. Nie miałyśmy żadnych planów urlopowych, właściwie nawet nie przypuszczałyśmy, że w tym samym czasie otrzymamy bezcenny tydzień wolnego, który wykorzystamy na szwędanie się po Beskidzie Sądeckim. Jak zwykle naszym wyprawom towarzyszyło spontaniczne planowanie podróży z dnia na dzień (niekiedy dosłownie z godziny na godzinę zmieniałyśmy plany, zawracałyśmy ze szlaku, by zejść do miasteczka). Nie jesteśmy zaprawionymi włóczykijami, dopiero nad tym pracujemy, co niewątpliwie przejawia się w charakterze naszej wędrówki po górach.

 

Zawsze chciałyśmy przemierzyć niekomercyjne szlaki turystyczne. Wybór bazy padł na Piwniczną. Chciałyśmy zmierzyć się z naszymi słabościami doświadczając surwiwalu. Nie bez znaczenia były także nasze okrojone możliwości finansowe. Te wszystkie czynniki złożyły się na decyzję o przemierzaniu Beskidu Sądeckiego i rozbijaniu się na dziko. Prędko notujemy z internetu najważniejsze informacje przydatne turystom. Piwniczna, Rytro, Stary Sącz, a jeśli przeżyjemy, to Mniszek. Punktem strategicznym Pasmo Radziejowej.

 

Plecaki spakowane zostały z zaskakująco szybkim tempie i jeszcze tej samej nocy znalazłyśmy się w pociągu do Tarnowa. Dopiero w przedziale okazało się, że żadna z nas nie pomyślała o kupieniu mapy. Decyzja o wędrowaniu w ciemno została obopólnie przyjęta bez najmniejszego sprzeciwu. Zasada główna to trzymać się wyznaczonych szlaków i wędrując niekiedy zajrzeć do gospodarstw, by zasięgnąć języka w sprawie dalszej podróży (zważywszy na naszą kondycję oraz brak konkretnej bazy noclegowej wybór z punktu widzenia pragmatyków był co najmniej nieodpowiedzialny). Byle nie padało...

 

W Tarnowie przesiadka i dalej już tylko oczekiwanie na metę w Piwnicznej. Jestem na terenach Polski południowej. Mój żołądek głośno to komunikuje. Koła pociągu rytmicznie turkocą, za oknem kontury gór otulone poranną mgłą. Umysł i oczy nieprzytomne ze zmęczenia po całonocnej podróży. Już Rytro! Budzę koleżankę w letargu, zaraz wysiadamy...

 

Dolina Popradu... Tę krainę zamieszkują szczęśliwi ludzie; radość przejawia się w ich zachowaniu, rozmowach, gestach, uśmiechach. W naszym środowisku, gdy ktoś na ulicy ma przypięty uśmiech, to najczęściej pracuje jako agent ubezpieczeniowy bądź ankieter; ewentualnie jest interesownie miły.

 

Wiedzione ruchem słońca, lecz przede wszystkim intuicją kierujemy się na północ. Nieważne, jak tego dokonamy, lecz chcemy znaleźć jakiekolwiek wejście na szlak. Z pomocą przychodzą nam mieszkańcy Piwnicznej; kierujemy się według ich wskazówek. Kilkadziesiąt metrów za stacją benzynową znajdujemy drogę przypominającą szlak. Pniemy się pod górę, spocone i brudne, piasek po powiekami daje o sobie znać coraz bardziej i bardziej. Mijamy gospodarstwa; psy spuszczone z łańcuchów nawet nie podbiegną (obie panicznie boimy się tych czworonogów), krowy muczą – chyba czas na poranne dojenie. Przed nami polana, są i ławeczki. Zapada decyzja, że po symbolicznym śniadaniu ucinamy sobie drzemkę. Rozkładamy się w cieniu drzew. Cisza prowokuje do komuni z przyrodą... Zasypiamy spoglądając na pola ziemniaczane i pszeniczne, wsłuchując się w śpiew jaskółek i skowronków...

 

Południe i dzwon z wieży kościelnej zwiastują, że pora wyruszać dalej. Mijając domy i podwórka mam ochotę przywitać się z gospodarzami i uciąć z nimi pogawędkę. Ela, towarzyszka podróży powstrzymuje mnie od tego powołując się na moje predyspozycje do sporządzania obsewacji socjologicznych.

 

Wędrując po górach wiele dowiadujemy się o nas samych. Poznajemy siebie od zupełnie innej strony. Nawet nie sądziłam, że podczas marszu moja kosmetyczka będzie najmniej pożądanym elementem uposażenia.

 

Docieramy do ładnie pomalowanej kapliczki ze świeżymi kwiatami. Może zostawiły je tu dzieci gospodarzy, może inni turyści. Zatrzymujemy się na chwilę, podziwiamy piękno architektoniczne obiektu, który przedstawia Madonnę z Dzieciątkiem. Z zamyślenia wyrywa nas wołanie kobiety krzątającej się po podwórku. Widzimy też paru mężczyzn reperujących dach. Słychać również głosy dzieci, które przekomarzały się z matką. Czy można mieszkać tak wysoko i na takim odludziu?

 

Założeniem naszej wędrówki było omijanie gospodarstw, ale teraz nie mogłam się powstrzymać, by nie zagadnąć ludzi. Właściwie sytuacja sprzyjała takim rozmowom tym bardziej, że dzieciaki wyszły na drogę i z odległości ok. 10 m zaczepiły nas. Wyjaśniłyśmy, kim jesteśmy i chciałyśmy zapytać o dalszą drogę, lecz nadszedł ojciec dzieci i dowiedziawszy się, że jesteśmy po całonocnej tułaczce pociągiem i nie mamy noclegu ani nie znamy okolic, zaproponował rozbicie się na łące nieopodal domu. Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście, nawet z łazienki można było skorzystać, a nasze podniebienia dawno zaznały takiej uczty, jaką zgotowano nam w tym skromnie urządzonym, lecz epatującym szczęściem domu; biały ser i mleko prosto od krowy. Dopiero wtedy zorientowałyśmy się, że dziś głównym składnikiem naszego menu były jagody z krzaków (bąblowiec nam niestraszny).

 

Dzieci gospodarzy (oraz ich wypoczywające w górach kuzynostwo) miały szczególną frajdę; resztkami sił bawiliśmy się razem w liska i naśladowanie zwierząt (zapewniam, że dzieci przerosły nas o głowę w tej konkurencji).

 

Gospodarze oświecili nas w sprawie malowniczych widoków oraz mało uczęszczanych tras, na tym w końcu najbardziej nam zależało. Następnego dnia uzbrojone z zapas owoców, świeżą herbatę w termosie oraz pełne nadziei na osiągnięcie wyznaczonych celów ruszyłyśmy szlakiem z Łabowej do Rytra...

Ostatnia modyfikacja: 2007-03-19

Galeria zdjęć

Aktualnie nie ma dodanych żadnych zdjęć.
Copyright 2003 - 2006 © Podkarpacie.info